Stowarzyszenie Obrońców Zwierząt

Strona główna

 
 

Historia Larego

Witaj!

No dobra - było  tak: 
kupiłam dom na wsi 
i przeprowadziłam się tam 01.04.2001, czyli dopiero co. Remont trwa do dziś - brak luzów finansowych. 

Sytuacja miała miejsce na początku maja, w tym czasie mój brat był w trakcie budowy - kupił działkę niedaleko mnie i się budował. Wraz ze swoją małżonką
w zasadzie ze mną zamieszkali. 

Przychodzi bratowa i mówi, że znalazła pieska na jezdni, który nie mógł chodzić 
i zaniosła do sklepu. Sklepowa powiedziała, że to jej i żeby położyć go
w ogródku - zaraz się nim zajmie. Postanowiłyśmy jednak pójść i sprawdzić, czy faktycznie nim się zajęła - jak to na wsi, a kogo obchodzi pies. Sklep zamknięty, psa na podwórku nie ma. Bratowa chciała wracać, ja poszłam wzdłuż płotu ...
i zobaczyłam wyrzuconą za ogrodzenie psinkę pod drzewem. To był ten piesek. Po wzięciu na ręce - nie płakał, nie piszczał - był tylko taki smutny - obejrzałyśmy łapki, jak z gumy. Byłam pewna, że ma uszkodzony kręgosłup. Stwierdziłam - trzeba uśpić, żeby nie umierał z pragnienia. Ja nie mogłam jechać - pojechała bratowa z moją córką, która już się w psinie zakochała i padło pytanie, czy jeżeli da się go uratować to może go wziąć - odpowiedziałam - TAK. W klinice okazało się, że łapy są tylko połamane, choć paskudnie, bo obie tylnie i w wielu miejscach. Radiolog i wet powiedzieli, że musiał dostać jakimś prętem po łapach, w każdym razie nie samochód, i tak został z nami nasz Lary.

08.08.2001.

Hejka,

Mój pies dzisiaj po raz pierwszy PODRAPAŁ SIĘ W UCHO!!!! poczułam się tak jak wtedy gdy moje dziecko stawiało pierwsze kroki:))) Może łapki dojdą mu całkiem do zdrowia - jak biega to prawie nie widać, że miał połamane.

Joanna